Rozmowa z dr Anną Adamską, pomysłodawczynią i koordynatorką drugiej edycji Szkoły Letniej CSM
PAWEŁ KRAS: Za niespełna miesiąc rozpocznie się w Krakowie druga edycja Szkoły Letniej Centrum Studiów Mediewistycznych, którą organizujemy we współpracy z Instytutem Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tym razem tematyka Szkoły koncentruje się na nowocześnie rozumianej dyplomatyce, która wciąż zajmuje kluczowe miejsce w korpusie nauk pomocniczych. Jakie są główne cele tegorocznej edycji i skąd wybór tematu Szkoły, czyli „Od dyplomatyki do piśmienności pragmatycznej”?
ANNA ADAMSKA: Zacznijmy od tego, że zapisanym statutowo elementem oferty edukacyjnej Centrum Studiów Mediewistycznych jest organizacja dla studentów studiów magisterskich i doktoranckich szkół letnich, tworzących przestrzeń dla prezentacji interesujących nurtów badawczych w dzisiejszej mediewistyce. Pierwsza Szkoła Letnia CSM, która odbyła się dokładnie dwa lata temu we Wrocławiu – a także kilka mniejszych imprez współorganizowanych przez wrocławską Bibliotekę Uniwersytecką – było poświęconych szeroko rozumianej kulturze rękopisu i tekstom narracyjnym, ujmowanym w kontekście eksplozywnego rozwoju humanistyki cyfrowej. Sukces tych przedsięwzięć ujawnił wielką potrzebę bezpośredniego kontaktu studentów nie tylko ze źródłami – przeglądanie skanów w internecie pozostawia niedosyt nawet u cyfrowych tubylców – lecz również kontaktu z doświadczonymi badaczami, których podczas zajęć w ramach Szkoły można zapytać o różne rzeczy w warunkach o wiele bardziej komfortowych niż podczas normalnych zajęć na uniwersytecie. Szkoła Letnia zaplanowana na najbliższy wrzesień (taka trochę „Szkoła Babiego Lata”) ma również odpowiedzieć na tę potrzebę, przesuwając jednak punkt ciężkości na źródła dokumentowo-aktowe, którymi tradycyjnie zajmuje się dyscyplina zwana dyplomatyką. W dzisiejszym curriculum uniwersyteckim dyplomatyce i innym tzw. naukom pomocniczym historii poświęca się coraz mniej miejsca; celem Szkoły jest więc pokazanie nowych propozycji badawczych oraz wspólna refleksja nad naturą i granicami dyplomatyki oraz związanych z nią nauk.
Od początku przygotowań najbardziej naturalną lokalizacją tego wydarzenia wydawał nam się Kraków, a konkretnie Pracownia Nauk Pomocniczych Historii i Źródłoznawstwa UJ. W 1890 r. systematyczne wykłady z dyplomatyki zapoczątkował na Uniwersytecie Jagiellońskim Stanisław Krzyżanowski, uczeń wiedeńskiego koryfeusza nauk pomocniczych historii Teodora von Sickla (którego dwusetną rocznicę urodzin obchodzimy w tym roku). Pracownia formalnie działająca od 1898 r. jest więc najstarszą na ziemiach polskich instytucją akademicką prowadzącą nauczanie tych dyscyplin. Ogromnie cieszymy się, iż zarówno nasi znakomici koledzy z Pracowni, jak i władze Wydziału Historycznego oraz Instytutu Historii UJ, z wielkim zrozumieniem i życzliwością włączyły się do organizacji imprezy. Profesorowie Andrzej Marzec i Marcin Starzyński uczestniczą w przygotowaniach od samego początku.
Na przestrzeni ostatnich dekad sporo zmieniło się w sposobie uprawiania nauk pomocniczych historii, o czym świadczy także tytuł tegorocznej edycji. Czy w warsztacie mediewisty dyplomatyka wciąż odgrywa tak ważną rolę jak pod koniec XX w.? Oboje dobrze pamiętamy zajęcia z dyplomatyki w ramach uniwersyteckiego curriculum, w trakcie których uczono nas (a później my też uczyliśmy) o organizacji kancelarii, procesie wytwarzania dokumentów i ich formularzach. Czy możesz, w największym skrócie, wskazać najważniejsze zmiany, jakie zaszły w studiach nad średniowiecznymi dokumentami w ostatnim ćwierćwieczu?
Dzieje dyplomatyki, czyli nauki o dokumencie, są fascynującym materiałem do przemyśleń nad przemianami warsztatu historyka oraz kolejnymi modami intelektualnymi, które opanowują świat akademicki. Ciekawy paradoks polega na tym, że podstawy metodologiczne dyplomatyki (jej jądro, rzec by można) nie zmieniły się od końca XVII w., kiedy to zostały systematycznie wyartykułowane. Kwestionariusz badawczy ustalony przez Jeana Mabillona i jego współczesnych, tzn. badanie cech pisma i formularza oraz sposobów uwierzytelnienia konkretnego dokumentu w kontekście praktyki dyplomatycznej danego okresu (tu organizacja kancelarii jest wciąż bardzo ważną sprawą) jest ciągle jak najbardziej aktualny w roku 2026. Jednak natura dyplomatyki – jako dyscypliny skupionej na mikro-analizie indywidualnych obiektów (dokumentów) – sprawiła, że od lat 70-tych XX w. stała się ona synonimem takiej przykurzonej, mało porywającej, antykwarycznej erudycji i zaczęto ja wycofywać z programów uniwersyteckich, bo większość badaczy fascynowała się kolejnymi -izmami i „zwrotami” w badaniach (linguistic turn, material turn itp). Ten katastrofalny trend przybrał takie rozmiary, że w wielu krajach europejskich już zupełnie się jej dziś nie uczy, podczas gdy w archiwach spoczywają duże zasoby nieprzebadanych źródeł.
Zarazem jednak oczywiste jest, iż nowoczesna dyplomatyka musi uwzględniać rezultaty długofalowych badań nad miejscem słowa pisanego w średniowiecznej kulturze prawnej, a także nad mechanizmami i narzędziami komunikacji społecznej w epoce przedindustrialnej (pisałam o tym parokrotnie). Świadomość różnych poziomów znajomości pisma oraz różnych dróg dostępu do słowa pisanego w społeczeństwie średniowiecznym, podkreślana dziś mocno w dyskusji naukowej, ma konsekwencje również dla badacza dokumentów. Z drugiej strony zainteresowanie tymi problemami stanowi nową szansę dla przypomnienia dorobku dyplomatyki, podobnie jak moda na badanie materialności słowa pisanego jest wielką szansą dla sfragistyki i innych nauk pomocniczych operujących w sferze kultury znaku.
Coraz częściej używa się dziś pojęcia piśmienności pragmatycznej obejmującego teksty produkowane, użytkowane i przechowywane w wyniku działania organów administracji i prawa oraz w wyniku działalności (np. ekonomicznej) indywidualnych osób. W tym ujęciu przedmiotem analizy stają się – oprócz dokumentów – rozmaite teksty produkowane „przy okazji” i nieprzeznaczone do wieczystego przechowywania, np. spisy, inwentarze, rachunki, korespondencja bieżąca itp. Całą tę konstelację tekstów produkowanych „przy okazji” i w istocie rzeczy stanowiących kościec średniowiecznej proto-biurokracji w literaturze zachodniej określa się mianem „szarych tekstów” (écritures grises, grey writing). Ten sposób patrzenia na średniowieczną dokumentację będziemy starali się przybliżyć podczas Szkoły.
Inną wielką zmianę w dzisiejszym uprawianiu dyplomatyki stanowi włączenie narzędzi cyfrowych. Myślę, że za chwilę będzie okazja, aby coś więcej o tym powiedzieć.
Program krakowskiej Szkoły wychodzi naprzeciw wspominanym przez Ciebie nowym trendom w studiach nad średniowieczną piśmiennością, w których tak ważna jest współpraca reprezentantów wielu dyscyplin mediewistycznych. W jakim zakresie w tym bardzo różnorodnym, a zarazem intensywnym programie udało Ci się zrealizować pierwotne zamierzenia; może czegoś w programie zabrakło?
Szkoła zaplanowana jest na dziewięć dni i będą to dni wypełnione po brzegi, wymagające sporej dyscypliny i żelaznej kondycji zarówno od uczestników, jak i organizatorów. Rzeczywiście, niektóre tematy z mojej prywatnej „listy marzeń” – np. problem kopiariuszy, sytuujących się dokładnie w punkcie przecięcia zainteresowań dyplomatyków i kodykologów – nie zmieściły się w programie, bo zabrakło nam dziesiątego dnia (śmiech). Jednak dużo obiecujemy sobie po dyskusjach na styku dyplomatyki, sfragistyki, paleografii oraz lingwistyki, zgodnie z zasadą traktowania średniowiecznego dokumentu jednocześnie jako tekstu i artefaktu.
Generalnie rzecz biorąc, w programie Szkoły zabrakło dwóch rzeczy: po pierwsze – kontekstu porównawczego. Z wyjątkiem wykładu wstępnego, dotyczącego piśmienności pragmatycznej wczesnego średniowiecza (temat rzadko prezentowany polskim studentom) przedmiotem naszych deliberacji będzie wyłącznie materiał źródłowy z terenu późnośredniowiecznego Królestwa Polskiego i polskiej prowincji kościelnej. Aby określić jego ewentualną specyfikę, należałoby nakreślić perspektywę porównawczą z innymi krajami regionu; niestety z przyczyn czasowych będzie to możliwe w bardzo ograniczonym zakresie.
Drugi (pozorny!) brak to szczupłość miejsca, które tym razem poświęcimy zagadnieniu edycji dokumentów, zwłaszcza edycji cyfrowych. Biorąc za punkt wyjścia dynamiczny rozwój edytorstwa cyfrowego w Polsce – widoczny również w projektach realizowanych w naszym Centrum – można by przecież wyobrazić sobie Szkołę poświęconą wyłącznie temu zagadnieniu. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana niż by się wydawało: przyglądając się rozwojowi dyplomatyki cyfrowej w rożnych krajach europejskich, nietrudno zauważyć, iż rozbudowa jej infrastruktury niejednokrotnie prowadzi do niefrasobliwego odrzucania całej epistemologii „dawnej” dyplomatyki. Często robią to badacze, którzy, owszem, doskonale znają się na narzędziach cyfrowych, ale o naturze i specyfice źródeł dokumentowo-aktowych wiedza stosunkowo niewiele. Tzw. „cyfrówkę” traktuje się niemalże jak Święty Graal, jako coś, co rozwiąże wszystkie problemy dyplomatyki, jeśli tylko wrzucimy dokumenty do komputera, przemielimy je i rozbijemy na atomy, a po drodze narysujemy serię efektownych wykresów, najlepiej w pięciu kolorach.
Proszę, nie zrozum mnie źle! Edycje cyfrowe są naprawdę technologią przyszłości, ale w moim przekonaniu ich sukces zależy jednak w dużym stopniu od tego, jak solidna jest erudycja badaczy w zakresie nauki o dokumencie i średniowiecznej kultury tekstu. Żeby tworzyć nową metodologię, trzeba dobrze orientować się w metodologii dotychczas istniejącej. Dlatego podczas tej Szkoły Letniej chcemy zacząć od podstaw, tj. od pokazania studentom zmian paradygmatu dyplomatyki, rozumianej już nie jako „cudowny świat spinaczy biurowych”, ale jako część historii kultury prawnej i intelektualnej średniowiecza. Dopiero na takich mocnych podstawach powinny być organizowane następne spotkania czy warsztaty, poświęcone specjalnie dyplomatyce cyfrowej. Miejmy nadzieję, że będzie to możliwe.
Tegoroczna edycja Szkoły stawia sobie ambitne cele. Dobrze widać to w programie, w którym znalazły się zajęcia z różnych dyscyplin humanistycznych i nie tylko. Obok wykładów zaplanowane są także warsztaty i wizyty studyjne w krakowskich archiwach oraz w Laboratorium Akademii Górniczo-Hutniczej. Czy możesz nam odsłonić kulisy wyboru tematyki zajęć i prowadzących?
Jak już mówiłam, komitet organizacyjny Szkoły (oprócz kolegów z Krakowa należę do niego ja sama oraz znakomicie wspierający nas Sekretarz Szkoły, dr Zdzisław Koczarski) postawił sobie za cel pokazanie zmian paradygmatu badań nad dokumentem. Będziemy nie tylko dyskutować nad rolą trzech głównych „agentów” (od łacińskiego agens) piśmienności pragmatycznej (tj. Kościoła, państwa i miasta) w procesie tworzenia, użytkowania i przechowywania dokumentacji, ale wrócimy też do fundamentalnych zagadnień dyplomatyki, takich jak fałszerstwa dokumentowe, które postrzega się dziś nieco inaczej niż w epoce Stanisława Krzyżanowskiego. Specyfika nauczania dyplomatyki (podobnie jak innych nauk pomocniczych historii) polega jednak na tym, że rzeczy, o których się mówi (dokument, pieczęć, fragment tekstu spisany określonym typem pisma) koniecznie trzeba zobaczyć. Wprawdzie techniczne możliwości reprodukcji średniowiecznych artefaktów są dziś nieporównywalnie lepsze w stosunku do tego, na czym myśmy się dyplomatyki uczyli – pamiętasz jeszcze sfatygowane „tablice” z Albumu Paleograficznego w Zakładzie Historii KUL? (śmiech) – ale nawet bardzo dobre skany nie zastąpią doświadczenia zobaczenia źródła na własne oczy. Mieliśmy szczęście, że świetne krakowskie placówki (Archiwum Kapituły Metropolitalnej na Wawelu, Archiwum Narodowe, Biblioteka Jagiellońska oraz Pracownia Słownika Historyczno-Geograficznego Województwa Krakowskiego w Średniowieczu) bardzo przychylnie zareagowały na nasze prośby o otwarcie ich podwoi dla uczestników Szkoły. Dużo sobie po tych pokazach archiwalnych obiecujemy.
Z kolei prof. Tomasz Łojewski z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie zgodził się zaprezentować jeszcze inną stronę interdyscyplinarności, mianowicie styk humanistyki i nauk ścisłych, pokazując chemiczne metody zapobiegania degradacji materiałów pisarskich oraz „odzyskiwania” niemożliwych do odczytania tekstów za pomocą wiązek promieni laserowych. Będzie on jednym ze sporej grupy krakowskich wykładowców Szkoły, staraliśmy się jednak, aby dobór wykładowców (podobnie jak dobór uczestników) odzwierciedlał ogólnopolskie ambicje imprezy. Zgodzili się z nami współpracować także znakomici specjaliści z Poznania, Gdańska, Katowic, Warszawy oraz Lublina. Mamy nadzieję nie tylko na pasjonujące wykłady, lecz również na ciekawe rozmowy w kuluarach.
Tak, wciąż bardzo dobrze pamiętam ćwiczenia z paleografii sprzed niemal czterech dekad, zresztą właśnie z Tobą jako prowadzącą, podczas których analizowaliśmy i „zaliczaliśmy” kolejne tablice z Albumu Paleograficznego. Łatwo nie było, choć w tamtych czasach studenci mieli za sobą intensywny kurs z łaciny na I roku, a niekiedy także kilkuletnie zajęcia z łaciny w liceum, co oczywiście ułatwiało obcowanie ze średniowiecznymi dokumentami. Sporo się zmieniło… Na zakończenie Szkoły przewidziany został wykład gościnny prof. Marka Mersiowsky’ego z Uniwersytetu w Stuttgarcie poświęcony perspektywom badań porównawczych nad piśmiennością pragmatyczną. Wiem, że bardzo zależało Ci, aby program tegorocznej Szkoły zamknął właśnie taki wykład. Czy możesz przybliżyć nam sylwetkę naszego gościa?
Ta Szkoła Letnia jest imprezą dla polskich studentów, prowadzoną przez rodzimych specjalistów w języku polskim. To była nasza świadoma decyzja, jako że Szkoły o charakterze międzynarodowym mają zupełnie inną dynamikę. Wydawało nam się jednak, że na początek i zwłaszcza na koniec spotkania dla naszych uczestników pożyteczne byłoby wyjście z własnego podwórka i spojrzenie na dyplomatykę, sposoby jej uprawiania i stojące przed nią wyzwania w szerszym, europejskim kontekście. Stąd zrodził się pomysł zaproszenia badacza działającego w różnych środowiskach zagranicznych, aktywnego członka Międzynarodowej Komisji Dyplomatyki. Prof. Mark Mersiowsky, pracujący obecnie na Uniwersytecie w Stuttgarcie, jest osobą predestynowaną do nakreślenia szerszej perspektywy porównawczej. Jest on bowiem historykiem o bardzo szerokich zainteresowaniach oraz jednym z najwybitniejszych dyplomatyków europejskich średniego pokolenia. Należy do wąskiej grupy badaczy, którzy czują się swobodnie zarówno w dyplomatyce wczesnego, jak i późnego średniowiecza. W serii Chartae Latinae Antiquiores wydawał dokumenty z epoki karolińskiej i napisał monumentalną monografię o ich roli jako instrumentu komunikacji politycznej. Z drugiej strony interesuje go rozwój kancelarii późnośredniowiecznych i biurokratyzacja administracji dominialnej w krajach niemieckich oraz – co dla nas jest nader istotne – dzieje uprawiania dyplomatyki jako nauki. Od dawna pracuje on w międzynarodowych zespołach badawczych, zna dobrze wiodące tradycje dyplomatyczne (austriacką, francuską, włoską, hiszpańską); jesteśmy więc bardzo ciekawi jego obserwacji, zaś on sam – jak mi powiedział kilka tygodni temu – jest bardzo ciekaw polskich studentów i Krakowa, który odwiedzi po raz pierwszy.
Naszą rozmowę zaczęliśmy od stwierdzenia, że Szkoła Letnia to podstawowa inicjatywa szkoleniowa w ofercie CSM skierowanej do młodych adeptów mediewistycznego rzemiosła. Nie będzie to pierwsza taka Szkoła, którą organizujesz, choć pierwsza w strukturze CSM. Warto przypomnieć, że dwa lata temu, wspólnie z prof. Marco Mostertem, wygłosiłaś wykład zamykający pierwszą edycję Szkoły Letniej CSM we Wrocławiu, który był zarazem zapowiedzią tegorocznej Szkoły. Czy możesz podzielić się z nami swoimi doświadczeniami z wcześniejszych szkół i ich znaczeniem zwłaszcza dla ich uczestników, z którymi wciąż utrzymujesz kontakt? Dlaczego warto organizować takie szkoły?
Masz rację: tak się złożyło, że w pierwszej dekadzie po roku 2000, w okresie prosperity finansowej uniwersytetów holenderskich i ich umiędzynarodowienia, zorganizowałam – korzystając m.in. z Twojej życzliwej pomocy! – dwie szkoły letnie (2007, 2009) promujące dwuletni specjalistyczny program magisterski “Research Master Medieval Studies” realizowany w Utrechcie. Były to imprezy przeznaczone dla studentów z całej Europy Środkowo-Wschodniej zainteresowanych dyscyplinami mediewistycznymi, prowadzone w języku angielskim. Razem z grupą wykładowców utrechckich siedzieliśmy w jednym ze starych spichlerzy w Kazimierzu Dolnym. Szkoły te okazały się sporym sukcesem w najbardziej wymiernym sensie: dwukrotnie spora grupa osób z naszej części Europy podjęła studia w utrechckim programie. Dla niektórych stał się on początkiem pełnej sukcesów kariery naukowej. Dla mnie jednak równie ważne są więzi i przyjaźnie, które się wtedy nawiązały. Z wieloma uczestnikami tamtych szkół sama utrzymuję serdeczny kontakt do dzisiaj, podobnie jak ze studentami, których spotkałam podczas źródłoznawczej Szkoły Letniej organizowanej przez Medieval Studies Department na Central European University w Budapeszcie w 2011 r.
Wydaje mi się, że wspólnym mianownikiem tego typu imprez jest to, iż na chwile (tzn. na parę lub paręnaście dni) wyciągają one nas wszystkich (i studentów, i wykładowców) z zabieganej codzienności. Wspólna praca w stosunkowo małej grupie, w rodzaju odosobnienia, tworzy zupełnie inną dynamikę: jest czas na rozmowę, na pytania czy po prostu na przypatrywanie się, jak dany wykładowca obchodzi się ze źródłami, jak on czy ona “to robi”. Mocno wierzę w wartość osobistej relacji między uczniem i nauczycielem, w wartość kreatywnego podpatrywania tych, którzy są bardziej zaawansowani w naszym rzemiośle. Sama zawsze podpatrywałam moich mistrzów (śmiech), do dziś lubię przyglądać się, jak koledzy pracują, organizują sobie warsztat, nawet jak robią notatki. Zresztą w tym technicznym aspekcie starsi badacze mogą się dziś wiele nauczyć od młodych, będących przecież cyfrowymi tubylcami. Generalnie więc sens organizowania szkół letnich polega chyba na tym, że stwarzają one sposobność i dla studentów i dla wykładowców, aby spokojnie porozmawiać o tym, co obie grupy interesuje, pasjonuje i bawi. Jednak powiedzmy jasno – do tanga trzeba dwojga: warunkiem sukcesu każdej szkoły letniej jest nie tylko dobór doskonałych wykładowców, lecz także autentyczne zaangażowanie studentów.
Serdecznie dziękuję za rozmowę i już teraz chciałbym zaproponować jej kontynuację po zakończeniu tegorocznej Szkoły Letniej w Krakowie.
O dyplomatyce zawsze warto rozmawiać!
ANNA ADAMSKA – magisterium i doktorat na KUL; od 1997 roku wykładowczyni na Uniwersytecie w Utrechcie; od 2023 roku kieruje w CSM zespołem Bibliografii Mediewistyki Polskiej; na gruncie polskiej mediewistyki należy do pionierów badań nad średniowieczną piśmiennością oraz nowocześnie uprawianą dyplomatyką; członkini Międzynarodowej Komisji Dyplomatyki; pomysłodawczyni i koordynatorka drugiej edycji Szkoly Letniej CSM.
Rozmowę przeprowadził PAWEŁ KRAS, dyrektor CSM; absolwent historii KUL, który w roku akademickim 1989-1990 pomyślnie zaliczył ćwiczenia z nauk pomocniczych historii, prowadzone przez mgr Annę Rybicką (Adamską); od 1995 roku jej kolega w Katedrze Metodologii i Nauk Pomocniczych Historii KUL, a później uczestnik wielu wspólnych projektów, konferencji i publikacji.

